Cyberpunk to gra którą chyba…

Cyberpunk to gra którą chyba powinienem nienawidzić, ale jakoś nie potrafię

Zapewne jakieś 70% użytkowników wykopu na widok słowa „cyberpunk” dostaje odruchów wymiotnych, ale chwileczkę, zaczekajcie, zanim napiszecie w komentarzach „kurwa, następny fanboj”, przynajmniej przeczytajcie poniższy akapit żeby zrozumieć co mam na myśli.
Po prostu muszę dodać o 2077 jeszcze jeden (drugi i ostatni) wpis, bo jest w tej grze coś, czego nie potrafię przed sobą wytłumaczyć, czego totalnie początkowo nie czułem a co mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło.

Przechodzę go właśnie drugi raz, od razu po napisach końcowych rozpocząłem nową grę. To jeszcze nie jest nic wyjątkowego, tak samo zrobiłem z RDR2, ale w cyberpunku jest coś, co po prostu nadal każe mi w niego grać. Moje odczucia przy pierwszym przejściu gry zmieniały się dynamiczniej niż zaimplementowana w grze
sygnalizacja świetlna.

View post on imgur.com


Początkowo byłem rozczarowany, następnie zażenowany (gdy odkryłem jak mocno niedopracowana jest gra), później zaintrygowany a na końcu zachwycony. I spokojnie, doskonale zdaję sobie sprawę jak wiele rzeczy zostało zrobionych skandaliczne źle, to nie jest tak, że teraz jestem zatwardziałym obrońcą gry i będę chciał napierdalać się z każdym, kto twierdzi, że „2077 to gówno i gniot”, bo każda w ten sposób myśląca osoba ma do tego prawo i nie dziwi mnie to ani trochę (chociaż pokornie przyznaję, słowo crap czy gniot w stosunku do Cyberpunka uważam za trochę zbyt mocne). Powiem więcej, mimo, iż mój stosunek do 2077 zmienił się kompletnie, tak nadal uważam, że całościowo jest to po prostu gra 6/10, maks 7/10. Ale teraz postaram się wam wytłumaczyć czym cyberpunk zapewnił sobie w moim sercu miejsce na wieki wieków ament, mimo iż obiektywnie jest po prostu średnią grą. O problemach C2077 pisałem tutaj –> https://www.wykop.pl/wpis/54206559

I od razu chcę nadmienić, że opisuję rzeczy, które MI się podobają. To nie jest tak, że jak ktoś przykładowo napisze „V to gówno” to mu odpisze „moi ludzie już idą na twoje pięterko”, bo ten ktoś ma do tego pełne prawo. Nigdy nie należy brać za pewnik słowa jakiegoś randomowego typa z wykopu (mówię o sobie), każdy powinien mieć co do tego swoje własne odczucia. I chciałbym, żeby uwzględniono działanie tego mechanizmu w drugą stronę, jeżeli ktoś uważa V za fatalnie napisaną postać, to nie próbujecie mi wbić do łba, że też mam uważać tak samo, bo to jedyna słuszna racja.

V

Zazwyczaj gdy gra pozwala nam stworzyć swojego bohatera „od zera”, to ten na tle bohaterów domyślnie tworzonych przez twórców na potrzeby gry zazwyczaj wypada mniej przekonywująco lub po prostu sztuczniej. W 2077 nie odczułem tego wcale, co więcej, w trakcie rozgrywki zacząłem się do niej (grałem kobietą) naprawdę przywiązywać i mocno kibicować, żeby wszystko skończyło się jak najlepiej. Po prostu bardzo polubiłem swoją postać, ostatni raz tak dużą sympatią obdarzyłem chyba Arthura Morgana z RDR2. Bardzo duży wpływ miał na to voiceacting i linie dialogowe. Te ostatnie w większości napisane są świetnie, co nie powinno dziwić, wszak jest to gra twórców wiedźmina, ale bardziej muszę pochylić się nad voiceactingiem, bo ten w wersji angielskiej wypada rewelacyjnie a w polskiej bardzo dobrze. Dla mnie Polska „V” brzmi nieco bardziej… Twardo? Groźnie? Wydaje mi się bardziej „badass”, przez co w mojej opinii niektóre sceny tracą na emocjonalności. Tam gdzie „nasza” V brzmi na conajwyżej smutną (a gra sugeruje, że powinna być zrozpaczona) angielska V brzmi jak gdyby faktycznie była załamana lub bliska płaczu, i to przemawia do mnie mocniej, tym bardziej, że kontrastuje to z brutalnym światem gry. Z drugiej strony, angielska V brzmi też bardziej… Wrażliwie? Sam nie wiem, może sobie to wszystko dopowiadam, po prostu angielski voiceacting V przypadł mi do gustu bardziej.

View post on imgur.com


Tak czy inaczej, czułem, że pod tymi wszczepami nadal istnieje człowiek z krwi i kości, człowiek, który za wszelką chce ratować swoje życie, człowiek którego pewne rzeczy po prostu czasami przerastają i nie daje sobie z tym rady. Po prostu wykreowałem ludzką „V” a nie terminatora, który obraża każdego i strzela do wszystkiego co się rusza, i cholernie mi się to spodobało.

Elementy obyczajowe

A podobało mi się to tak mocno, że pod koniec gry autentycznie chciałem szczęśliwego zakończenia, żeby biednej V wszystko jakoś się ułożyło. Na ten element miały wpływ te spokojniejsze sceny, których kompletnie się nie spodziewałem. W sensie, wiedziałem, że pojawią się związki, seks i tak dalej, ale nie wiedziałem, że zostanie to zaprezentowane w sposób tak.. Dojrzały? Niech będzie, w dojrzały, choć nieidealny sposób.
Kolacja u Rivera, podczas której pomagamy mu gotować i bawimy się z dziećmi, siedzenie przy ognisku oraz czas spędzony z Panam w domku podczas burzy piaskowej czy wreszcie pływanie z Judy i seks z nią.

View post on imgur.com


I kurwa, nie wierzę, że to piszę, ale scena seksu z Judy była po prostu… Piękna? Zazwyczaj seks w grach wywołuje u mnie poczucie zażenowania (Heavy Rain czy The Last Of Us: Part II), tutaj to było po prostu romantyczne. Zmarnowano potencjał, który daje możliwość zamieszkania z Judy gdy postanowimy rozpocząć z nią związek (sowieckich republik radzieckich), ale przynajmniej zakończenie (mam na myśli najszczęśliwsze) trochę to rekompensuje, bo fajnie jest zobaczyć, że nasza wybranka faktycznie się w nim pojawia i chce nam towarzyszyć. Nazwijcie mnie pizdą, bo rozczula mnie mieszanie w grze zupy podczas rodzinnego spotkania czy możliwość oglądania dobrze ukazanego stosunku seksualnego zlepku pikselów, wisi mi to. Dla mnie „elementy obyczajowe” to najlepsza rzecz w całej grze.

Walka

Warto jednak pamiętać, że Cyberpunk to nie Life Is Strange, bo jednak większość czasu spędzamy na strzelaniu lub rozkwaszaniu ludziom cybernetycznych pysków. I w poprzednim wpisie mocno na ten element narzekałem, a teraz trochę chciałbym się z tych słów wycofać. Po pierwsze, model strzelania jest bardzo fajny. Może nie jest to poziom Modern Warfare 2019 czy Insurgency, ale feeling podczas wymiany ognia z przeciwnikami jest przyjemny, nawet mimo faktu, iż przeciwnicy nie grzeszą inteligencją.

View post on imgur.com


Broń faktycznie kopie, dźwięki przeładowania, wystrzałów czy choćby takie drobnostki jak pierwsze przeładowanie broni lub brass check (sprawdzenie czy nabój znajduje się w komorze poprzez lekkie odciągnięcie zamka) po jej podniesieniu sprawiają frajdę.

View post on imgur.com


Przy okazji szybka ciekawostka, animacja po podniesieniu pistoletu „Unity” nawiązuje do sposobu, w jaki John Wick w drugiej części filmu wykonuje brass check na swoim Kimber Warrior (współczesna odmiana Colta 1911)

View post on imgur.com

Nadal podtrzymuję zdanie, iż system „gąbki na pociski” to słaba sprawa (choć nadal rozumiem jego implementację), ale przy odpowiednim wyborze broni, modyfikacji i atutów da się go mocno ograniczyć. Najwięcej problemów sprawiała mi bardzo wysoka czułość ruchu podczas korzystania z widoku ADS (aiming down sights), ale wychodzi na to, że po prostu jestem kretynem, bo w ustawieniach regulowałem nie te suwaki, które powinienem był regulować, przez co poradziłem sobie z tym dopiero pod koniec gry XD Na moją obronę mogę tylko dodać, iż suwak sugerujący, że ustawiamy czułość widoku ADS tak naprawdę niewiele zmienia, a faktyczne ustawienie ADS nazywa się „czułość zoomu”.
Byłem pewny, że chodzi o przybliżenie obrazu (na xboxie włączane jest lewym triggerem) używanego podczas eksploracji a nie przybliżenie do widoku przyrządów celowniczych podczas używania broni. W ogóle interface ustawień, menu ekwipunku czy craftingu jest delikatne mówiąc niezbyt intuicyjny, ale nie będę bardziej przedłużać. Ważne jest to, że przez niemal 60% rozgrywki podczas pierwszego jej ogrywania po prostu walczyłem z grą i próbowałem ją przyswoić, a teraz, przechodząc ją drugi raz czuję, że faktycznie wiem co robię i ogrywanie jej sprawia mi dużo większą frajdę. Chyba głównie ten czynnik sprawia, że po prostu tak bardzo chce mi się do C2077 wracać.

Postacie i misje poboczne

Tekst zrobił się długi, więc dwie ostatnie rzeczy wrzucę do jednego punktu i postaram się je opisać jak najkrócej.
Postacie są charakterystyczne i fajnie zaprojektowane. Zawsze poważny Takemura jednocześnie niezbyt ogarniający obsługę telefonu, który w pewnym momencie wysyła nam swoje rozmazane selfie zamiast zdjęcia kompleksu budynków, bo mylą mu się aparaty czy zapytania o lokale gastronomiczne w mieście, myśląc, że wpisuje to w wyszukiwarkę.

View post on imgur.com


Zadziorna i uparta (ale w uroczy sposób) Panam, zimna (jak się może początkowo wydawać) Rogue, wrażliwa i „artystyczna” Judy, ratujący nam dupę kumpel Victor, nasz najlepszy przyjaciel Jackie, dosyć zagadkowa ale i sympatyczna Misty, czy wreszcie Johny Silverhand, który po prostu jest… Keanu Reevesem, o którym nie potrafiłem myśleć inaczej, niż o Keanu Reevesie udającym martwego wokalistę zespołu rockowego (w który wcielił się szwedzki hardcorepunkowy Refused, polecam, fajny zespół, słuchałem ich na długo przed Cyberpunkiem) w naszej głowie. Ale w sumie za specjalnie mi to nie przeszkadzało, bo to przecież Keanu, no po prostu nie potrafię gościa nie lubić.

View post on imgur.com


Warto wspomnieć też o mniej ważnych dla fabuły postaciach, jak choćby ziomo z granatem przyczepionym do twarzy czy Joshua, skazany na śmierć więzień, który przeszedł przemianę i chce dać się ukrzyżować przed kamerami, żeby nawrócić zepsuty świat.

View post on imgur.com


I właśnie w tym momencie chcę przejść do zadań pobocznych, bo te są naprawdę fantastyczne i często niejednoznaczne. Wspominane ukrzyżowanie (na początku zadania absolutnie nic nie wskazuje na to, czym to się zakończy), sprawa Jeffersonów (która z pozornie błahej przeradza się w naprawdę mroczne gówno), cały wątek Rivera, misja z naszym sąsiadem – policjantem zmagającym się z depresją czy szereg zadań prowadzących do reaktywacji zespołu Samurai (ten w którym grał Silverhand). Ignorowanie zadań pobocznych w 2077 jest w mojej opinii dużym błędem, bo traci się przy tym naprawdę wiele ciekawych momentów, do tego pewna część z nich ma wpływ na zakończenie. Naprawdę warto poświęcić im czas, tym bardziej, że sam wątek fabularny nie jest szczególnie długi.

Mógłbym wymienić jeszcze pare innych rzeczy, jak rewelacyjny soundtrack czy choćby kapitalnie zaprojektowane (niestety puste i martwe) miasto, ale podejrzewam, że duża część czytających nie przebrnie nawet przez tą ścianę tekstu a co dopiero gdyby była jeszcze dłuższa. C2077 to dla mnie ten sam case co Mafia III, mocno nieidealna gra którą kocham. Tak jak wspominałem na początku, po prostu opisałem wam co tak w grze cholernie mi się podoba i co sprawia, że chcę do niej wracać, nie pragnę nikomu forsować zdania, że Cyberpunk to Mesjasz rynku gier wideo a ogrom błędów i uproszczeń to nic nie znaczące wypadki przy pracy, bo tak nie jest. Każdy powinien mieć na ten temat swoje zdanie ale i powinien uszanować zdanie innych. To naprawdę nie powinno być aż tak trudne do zrozumienia, że jednym ta gra się po prostu podoba a innym się nie podoba. Każdy ma swoje zdanie i uszanujmy to, tego się trzymajmy.

Mam nadzieję, że mimo tego całego syfu dookoła nas sylwestra spędzicie miło (albo przynajmniej nie dacie się złapać i nie wpierdolą wam mandatu xD) a nowy rok będzie dla was znacznie lepszy (bo chyba gorszy za bardzo nie może być). Trzymajcie się mirki, szczęśliwego nowego roku, papa ❤️❤️

Tag do obserwowania wpisów o błędach: #bledywgrach

Poprzednie wpisy których nie ma na tagu:
– część 1: https://www.wykop.pl/wpis/49741999
– część 2: https://www.wykop.pl/wpis/49786271
– część 3 :https://www.wykop.pl/wpis/49883897
– część 4: https://www.wykop.pl/wpis/50027017

#20gierwykopka #gry #xboxone #ps4 #ps5 #xboxseriesx #konsole #technologia #gruparatowaniapoziomu #komputery #cyberpunk #cyberpunk2077