Koniec Battlefielda V i jego…

Koniec Battlefielda V i jego wpływ na serię

Wiem, że ostatnio dosyć mocno wałkuję temat nieszczęsnej piątki, ale to już ostatni taki tekst, obiecuję. No po prostu zrobił się niezły pierdolnik. Jak już wszyscy zainteresowani zapewne wiedzą, oficjalnie zakończono wsparcie dla piątej, najnowszej odsłony serii. Gra dostanie jeszcze dwie aktualizacje poprawiające błędy i wnoszące jedną nową (a tak naprawdę starą) mapę, trochę nowej broni czy gadżetów. Tyle. Żadnej nowej zawartości, jedynie malutkie aktualizacje dotyczące anticheata, poprawki krytycznych błędów i tak dalej. Takie podstawowe pierdoły jakie ubite gry dostają jakiś czas po ubiciu.
Cóż, każda gra kiedyś osiąga tą smutną fazę „endgame”, ale zwróćmy uwagę na fakt, że Battlefield V zadebiutował na rynku półtorej roku temu. Utrzymywanie przy życiu gry AAA, będącej częścią tak dużej serii przez ledwie półtorej roku jest dosyć żenujące, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę 5- letnie wsparcie Rainbow Six: Siege czy… Battlefronta 2, który mimo fatalnego debiutu obecnie radzi sobie świetnie i nadal może liczyć na aktualizacje wnoszące nową zawartość. Oczywiście BF2 to inny case, panuje ogromny deficyt gier osadzonych w uniwersum Star Wars a Battlefront to obecnie jedyna „gwiezdnowojenna” gra z trybem multiplayer, więc do zapowiedzi kolejnej odsłony twórcy muszą jakoś grę podtrzymywać. Battlefield takich wymówek nie miał, konkurencja była duża a największym gwoździem do trumny okazało się P O T Ę Ż N E Modern Warfare.
Ale zastanówmy się, czy decyzja o zakończeniu wsparcia była dobrą decyzją? Co może to za sobą pociągnąć?

Przyczyny klęski Battlefielda V opisałem w swoim poprzednim tekście, o tutaj – >
https://www.wykop.pl/wpis/48702775
więc nie będę powtarzać tego co już napisałem. Skupmy się na samym fakcie końca wsparcia.

Bądźmy szczerzy, BFV od samego początku był klęską. Miał swoje lepsze momenty, ale praktyczne każdy element był w jakimś mniejszym lub większym stopniu spierdolony. I wydaje mi się, że koniec gry wisiał w powietrzu już od jakiegoś czasu, mimo to wczorajsza wiadomość była dla większości graczy szokiem. I właśnie tu nasuwa się wcześniejsze pytanie.
Czy zakończenie wsparcia tak szybko było dobrym pomysłem?

Nie wiem xD
I obecnie raczej nikt tego nie wie, bo dowiemy się o tym dopiero za jakiś czas. Za to możemy pokusić się o próbę wysnucia jakichś skutków z tego faktu wynikających.

Negatywne

Najbardziej oczywistym jest zawód fanów serii i samej piątej odsłony. O ile ja chyba z pewnym odczuciem ulgi przyjąłem wiadomość o zakończeniu wsparcia, tak oficjalny subreddit BFV oszalał. Ludzie są wściekli i zawiedzeni, wprost piszą o zdradzie. Wpis wymieniający absolutnie wszystkie porażki i niedotrzymane obietnice BFV (lista jest naprawdę długa) a przy okazji sugerujący bojkot BF6, ma obecnie 17,1 tysiąca polubień (najczęściej plusowany wpis na r/BattlefieldV) i ta liczba nadal rośnie. Może zabrzmieć to zabawnie, ale reddit ma sporą siłę przebicia. To Reddit zapoczątkował bojkot Battlefronta 2 i Reddit zapoczątkował oba bojkoty dotyczące zmiany TTK w BFV. Wszystkie te wydarzenia dosyć szybko spowodowały zmiany w tych grach. Klęska Battlefielda V jest perfekcyjnym przykładem tego, jak kończy się ignorowanie i plucie na społeczność oraz fanów serii. Na nasze szczęście (i pewnie na nieszczęście twórców), obecnie społeczność ma ogromny wpływ na sprzedaż i odbiór gry. No i cóż, EA ma z tym wyjątkowo duży problem, bo ostatnimi czasy raz po raz zawodzi fanów swoich serii.

Odnoszę wrażenie, że Battlefield i jego twórcy, Dice byli jedną z takich „ostatnich ostoi jakości” w bastionie elektroników. Pomimo częstych początkowych problemów technicznych, ostatecznie seria ani twórcy nie zawodzili, Battlefieldy praktycznie zawsze były co najmniej bardzo dobre. Ktoś pomyśli: „a Hardline to kurwa co?”. Hardline odbierany był jako wpadka, tym bardziej, że głównie tworzony był przez Visceral a nie Dice. Fantastyczna premiera Battlefielda 1 jeszcze mocniej utwierdziła fanów w tym przekonaniu. Generalnie porażka Hardline i
Piątki ma sporo cech wspólnych, ale o tym innym razem.
BFV już nie pozostawia złudzeń, seria ma problemy. I własnie przez fakt tak szybkiego porzucenia piątej odsłony, może mieć jeszcze większe problemy. Zaufanie graczy do „cudownego dziecka elektroników”, mocno spadło, a to może mieć poważne konsekwencje, zarówno negatywne jak i pozytywne. Dice znane jest z tego, że jako perła w koronie elektroników ma największą swobodę twórczą ze wszystkich studiów należących do wydawcy, a klęska BFV może ten fakt zmienić. Jeżeli „Dice Sweden” miało „wolną rękę” w produkcji BFV, tak EA może zainterweniować i im tą swobodę uciąć. Jeżeli jednak EA w proces produkcji wtrącało się zbyt mocno, swoboda twórcza może znacznie sie zwiększyć, co jak pokazał przykład sukcesu „Jedi Fallen Order” zdaje się być bardzo dobra dezyzją. Tak czy inaczej, kolejna odsłona może mieć trudny start, fani tego co stało się z BFV z pewnością nie zapomną. Coś czuję, że wyniki preordedowe potencjalnego Battlefielda 6 mogą być naprawdę mizerne. A skoro mowa o kolejnej odsłonie…

Pozytywne

Pierwszy pozytywny skutek jaki przychodzi mi do głowy głowy, to większa liczba pracowników oddelegowana do produkcji kolejnej odsłony, niestety kosztem piątki. Nowy Battlefield musi być perfekcyjny, w obliczu dramatu BFV, kontrataku Call Of Duty i spadku zaufania graczy nie ma już miejsca na kolejną porażkę. „Góra” pewnie uznała, że nie ma sensu reanimować trupa i nakazała skupić się na maksymalnym dopracowaniu kolejnej części. I jasne, teoretycznie im więcej ludzi tym większe szanse na wyższe dopracowanie gry. W praktyce, historia kilka razy pokazała, że większa liczba ludzi przy produkcji gry potrafi czasem znacznie pogorszyć sprawę, no ale w wypadku Battlefielda raczej możemy to zignorować, Dice to duże i doświadczone studio.
Ale porażka BFV może mieć też bezpośredni wpływ na kierunek kolejnej odsłony.

To może trochę moja zbyt wybujała wyobraźnia, ale Bad Company 3 pasuje wręcz perfekcyjnie. Raz, że gracze już od dawna lamentują o kolejną odsłonę, a co zatrze smród po piątce lepiej niż kontynuacja jednej z najwyżej ocenianych i oczekiwanych części serii?
Dwa, że o produkcji BC3 mówi się już od dłuższego czasu, a trzy, chodzą plotki, że akcja BC3 miałaby mieć miejsce podczas Wojny w Wietnamie. Ostatni raz Wietnam gościł w serii w roku 2004 i pełnoprawnej odsłonie „Battlefield: Vietnam”. Mieliśmy jeszcze wietnamski dodatek do… Bad Company 2 z roku 2010.
Plotki sugerowały też postawienie na mniejsze mapy i mniejszy nacisk na realizm, ale w obliczu dramatu BFV tą opcję możemy raczej z miejsca odrzucić. Podejrzewam, że twórcy chcąc odzyskać zaufanie fanów postąpią wręcz odwrotnie i zechcą wzmocnić nacisk na te dwie kwestie rozgrywki, żeby „uklasycznić Battlefielda”.

Znów wchodzę tutaj na grząski grunt gdybania, ale moim zdaniem w kwestii umiejscowienia kolejnej odsłony są tylko dwie opcje. Wojna w Wietnamie lub współczesne konflikty. Za drugą opcją przemawia sukces Modern Warfare oraz uwielbienie fanów do trójki i czwórki. W przypadku współczesnych konfliktów twórcy mają też zdecydowanie większą swobodę w dobieraniu uzbrojenia, modyfikacji broni czy projektowaniu map. Za współczesnością delikatne przemawiają też (dosyć wiarygodne) plotki, że nowe Call Of Duty będzie podobnie taktycznym i dosyć realistycznym reebotem Black Ops, lub podobnie taktyczną i realistyczną zupełnie nową odsłoną o kodowej nazwie „Call Of Duty: Vietnam”. Być może EA nie chcąc bezpośredniej rywalizacji z CoDem ucieknie z Wietnamu do współczesności właśnie. Z drugiej strony, jeżeli nowa odsłona zaczęła powstawać równocześnie z BFV, to nie ma już czasu na zmianę setingu. Jak będzie? Zobaczymy prawdopodobnie za jakieś pół roku – rok.

I jest jeszcze jedna rzecz. Dramat Battlefielda V może przyspieszyć produkcję i zapowiedź nowej odsłony. Cóż, akurat tutaj nie jestem do końca przekonany czy to dobrze. Pośpiech w branży gamingu praktycznie nigdy nie wychodzi nikomu na dobre.

Battlefield V skończył dokładnie w takim samym, marnym stylu w jakim zaczynał i „żył”.
Cóż, koniec wsparcia może w serii mocno namieszać, ale jak na razie, to tylko swobodne gdybanie. Za to faktem jest, iż kolejna odsłona zapowiedziana została na „kiedyś w 2021” a do tego czasu seria jest „zamrożona”. Nie dostaniemy nic nowego dopóki nie zadebiutuje nowa część. Przy obecnej dynamice rynku może to być niemałym problemem, spora część graczy może przejść do „obozu CoD” lub zainteresować się innymi grami, jak choćby „Insurgency: Sandstorm” zmierzającym na konsole obecnej generacji w sierpniu tego roku.
Osobiście uważam, że taki kopniak w dupę może wyjść na dobre zarówno Dice jak i EA.
Niestety wszyscy znamy działania elektroników. Czasami jedna gorsza gra wystaczy, żeby zamknąć studio i zabić serię, jednak wątpię, żeby tak szybko miało to spotkać zarówno najważniejsze u elektroników studio, czyli Dice jak i sztandarową serię, czyli Battlefielda. Przynajmniej taką mam nadzieję. Życzę Battlefieldowi i Dice jak najlepiej, i mimo tego, że nowe Modern Warfare totalnie mną (i rynkiem) zawładnęło, tak Battlefield nadal pozostaje moją ukochaną serią. Ale pre-ordera i wersji deluxe nie kupię, nie tym razem, ni chuja.

#20gierwykopka #gry #komputery #konsole #battlefield #ps4