Problemy Battlefielda V…

Problemy Battlefielda V (okiem fana serii)

Na wstępie chciałbym życzyć wszystkim wykopowiczom zdrowych świąt. Jeżeli tak jak ja nie lubicie obecność 152 osób w swoim domu, krzyku i tłuczenia się 64 małych dzieci (oraz konieczności tłumaczenia im, że pecet/konsola są popsute i nie mogą pograć) no i zbyt pijanych wujków, to chyba mogę założyć, że te święta będą dla was bardzo wesołe. Jeżeli jednak takie święta lubicie, no to przykro mi, mam nadzieję, że mimo wszystko te święta będą dla was w jakikolwiek sposób radosne. Za to z pewnością mogę wszystkim życzyć zdrowia, stay safe. Ale teraz do rzeczy.

To nie jest recenzja, to opis problemów jakie Battlefielda V trapią z perspektywy kogoś, kto w Battlefieldy gra niemal od 15 lat.

Dla mnie, fana Battlefielda od czasów drugiej odsłony serii (czyli „Battlefield: Vietnam”) piątka to taka trochę potwarz. Osobiście postawiłbym piątkę przy „Hardline”, czyli chyba najgorszym Battlefieldzie w historii. Być może ktoś tu zaraz będzie krzyczeć: młe młe młe animal, młe młe młe, mi się podobało, skończ pierdolić, PRZESTAŃ BYĆ TAKI nEgAtYwNy. I dlatego w tytule zawarłem słowa „okiem fana serii”. BFV może wam się bardzo podobać, macie do tego pełne prawo i nie zrozumcie mnie źle, to nie jest stricte zła gra, dużo rzeczy robi całkiem spoko, sprawia sporo frajdy i myślę że ludzie którzy po prostu chcą postrzelać będą bawić sie dobrze. Moim skromnym zdaniem, to niezła gra ale kiepski Battlefield. I to właśnie starzy fani serii będą jojczeć najbardziej. Dlaczego? Dowiecie za chwilę.

To znaczy teraz się dowiecie, bo oto problem pierwszy: Obietnice

Chyba najczęściej przytaczanym wyróżnikiem BFów (oprócz dużych map) jest ten „realizm”. Wiecie, to nie jest poziom Red Orchestra, Insurgency czy Escape From Tarkov, ale na tle kosmicznego (do roku 2019) CoDa, Battlefield wyglądał niczym symulator, ale chyba wszyscy pamiętają tragiczny premierowy zwiastun, fatalny marketing i kłótnie z fanami. Mimo to piątka technicznie wcale nie miała być mniej realistyczna, wręcz przeciwnie, miała jeszcze bardziej potęgować uczucie realizmu za pomocą mniejszej liczby amunicji, konieczności korzystania z apteczek, czy reanimacji poprzez dosłowne podnoszenie naszego rannego kompana z ziemi (a nie machanie strzykawką jak dawniej). Obiecywano też aktywne wsparcie gry masą map, nowym uzbrojenien, realistycznymi skórkami żołnierzy i tak dalej i tak dalej. Z tego co pamiętam, to chyba nawet gdzieś padło twierdzenie, że gra będzie mniej przystępna dla nowych graczy, ale studio jest skłonne ponieść to ryzyko. I cóż, chyba jednak nie było skłonne. Obecnie gra zrobiła obrót o 180° i odcina się od niemal wszystkiego co obiecywała. Amunicji mamy sporo więcej, autoregeneracja zdrowia działa znacznie szybciej, dodano nawet takie kuriozum jak automatyczne oznaczanie wrogów w pobliżu nas. Do kwestii biznesowych przejdziemy później, ale trzeba też tutaj wspomnieć, że obiecywano możliwość kupna absolutnie wszystkiego za walutę zdobywaną w grze, prawdziwe pieniądze miały być opcjonalne (Spoiler: paskudne kłamstwo, ale o tym później). Obiecywano też, że będzie to najszybszy Battlefield w historii, w imię tego „zwiększonego realizmu” właśnie. I tu mamy kolejny problem.

Problem drugi: TTK

„TTK” (Time To Kill), czyli ilość pocisków które musimy we wroga wpakować żeby go unicestwić, ale i pocisków które sami możemy na klatę przyjąć zanim zginiemy. Jak się pewnie domyślacie, to bardzo ważna część gry której raczej nie powinno ruszać się wcale a jeżeli to konieczne, wprowadzać bardzo drobne poprawki. Developerem nie jestem, ale myślę, że lepszym spodobem jest balansowanie statystyk broni. Jeżeli zmiany w TTK zostaną przeprowadzone zbyt gwałtownie, gracze zostaną totalnie wybici z rytmu gry. Wyobraź sobie, że przez rok grasz w shootera z bardzo wysokim TTK, gdzie dwa trzy pociski z karabinu szturmowego na średnim dystansie wystarczą żeby kogoś zabić. Nagle developerzy robią hardcore parkour i bardzo mocno spowalniają TTK. Teraz, żeby kogoś zajebać potrzebujesz 5 – 7 pocisków karabinem szturmowym na tym samym dystansie. Zmiana wydaje się niewielka, ale wiesz co się dzieje? Nagminnie „niedostrzeliwujesz” wroga (jest takie słowo?), bo jesteś przyzwyczajony do krótszego naciskania spustu (czy raczej przycisku/triggera odpowiedzialnego za strzał). To są drastyczne zmiany, tego się tak nie robi, no szkoda tylko, że Dice miało to w dupie. „No szkoda w chuj” jak to Cionek rzekł. Zmiany wywołały wojnę pomiędzy fanami a studiem. Problem był tak poważny, że duża część graczy zbojkotowała grę i przestała w nią grać do czasu odwrócenia zmian. I pewnie myślicie, że gracze „tak tylko sobie gadali”, żeby nastraszyć studio. Otóż nie, faktyczne bojkot nastąpił. Pamiętam, że wtedy praktycznie nie dało się zagrać w Battlefielda 4, bo wszystkie serwery były pełne. Musiałem czekać jakieś 15 minut jako 10 osoba (!) w kolejce żeby wbić się na jakiś serwer.
BFV nieco opustoszał, skruszone Dice zmieniło TTK na stare, przeprosiło na reddicie i zapowiedziało, że nigdy więcej nie popełnią już takiego błędu. I wiecie co? Dice zrobiło jak goofy z tego mema „I’ll fuckin do it again” i popełnili ten sam błąd niemal dokładnie rok później. Tutaj twórcy twardo zapierali się, że to dla dobra gry i absolutnie nie chcieli słuchać o powrocie do dawnego TTK. Gracze powoli godzili się z faktem, że BFV jest już martwy, ale sytuacja się powtórzyła, znów (jeszcze potężniejszy) bojkot, znów zmiana na poprzednie TTK i znów przeprosiny, ale tym razem takie bardziej pokrętne, już bez obiecanek, że nigdy więcej się to nie powtórzy. Bo się powtórzy, w grudniu roku 2020. A wiecie czemu?

Problem trzeci: problemy wewnętrzne

Bo Battlefield V sprzedał się kiepsko (jak na Battlefielda) i twórcy robią wszystko żeby tylko pozyskać nowych graczy. Spłycają grę i odrzucają starych fanów żeby pozyskać nowych… Co i tak się nie udaje. Ubiegłoroczna zmiana TTK była tak drastyczna, że nawet nowi gracze przyznawali, że gra się po prostu fatalnie. Sytuacja gdy ładujesz komuś w plecy pół magazynka z FG-42 a ten ktoś odwraca się i zabija trzema strzałami z pistoletu jest zwyczajnie niefajna. Balans gry został zrujnowany żeby próg wejścia dla nowych graczy był niższy, a to i tak nie przyniosło żadnych skutków. Dice liczyło na przypływ graczy, którzy dostali BFV jako świąteczny prezent albo kupili na przecenie za 15 złotych. Problem w tym, że chyba tylko tacy gracze im pozostali, bo wszystkich innych skutecznie zagrania Modern Warfare. Obecnie zmiany w TTK zostały niemal zupełnie odwrócone i teraz jest po staremu, ale zapewniam, w grudniu znów dostaniemy po pysku totalną zmianą. Twórcy miotają się w każdą stronę, bo nie wiedzą co chcą z BFV zrobić. Chaos jest ogromny, nie jestem stuprocentowo zweryfikować tych informacji, ale według doniesień byłych pracowników studio podzieliło się na dwa obozy które ze sobą rywalizują. Starsi, doświadczeni devovie którzy pracowali przy starszych odsłonach chcieli wnieść więcej battlefieldowej klasyki i realizmu z kolei nowi pracownicy forsują swoje „rewolucyjne” pomysły. Niestety, obóz starych przegrywa, co widać po grze ale i licznych odejściach ze studia. Co ciekawe, jest jeszcze jedna możliwa przyczyna.

Otóż plotka głosi, że Battlefield V został „rzucony” na szybko, byleby zapchać dziurę wydawniczą, bo Dice L.A (czasami nazywane tym lepszym Dice) pracuje nad „Battlefield: Bad Company 3” o którym mówi się już od jakiegoś czasu. EA bało się reakcji fanów gdyby okazało się, że nowe Bad Company jest niewypałem, dlatego to lepsze Dice dostało dużo więcej czasu na dopracowanie gry, a to gorsze Dice (jak czasami nazywane jest Dice Sweden) miało za zadanie na szybko stworzyć Battlefielda V, żeby wypełnić lukę pomiędzy BF1 a potencjalnym przyszłym BF:BC3. I to ma sporo sensu, bo Bad Company 2 jest niemal czczone i wysławianie przez fanów serii. Gdyby okazało się, że jest słabe, fani dostaliby białej gorączki, bojkot serii byłby prawdopodobny. Plotki mówią o wojnie w Wietnamie, co również ma bardzo wiele sensu, bo ostatni wietnamski Battlefield, to wspomniany już „Battlefield: Vietnam” z roku 2004. No i był jeszcze świetny wietnamski dodatek do Bad Company 2, no ale to tylko dodatek. Jednakże to tylko plotki i zanim dostaniemy jakiekolwiek nowego Battlefielda (najpewniej w roku 2022) Dice musi utrzymać przy życiu BFV. A z tym może być problem.

Problem Czwarty: Live Service

Zawartość popremierowa w BFV to właściwie tragedia przetykana pewnymi nielicznymi, pozytywnymi zdarzeniami. Warto nadmienić, że pół roku po premierze gry dostaliśmy jedną, słownie jedną dużą mapę. Później jeszcze dwie zupełnie nowe, jedną przeniesioną z kampanii i cztery nowe, przenoszące nas na Pacyfik, który chwilowo dał wszystkim nadzieję na cudowne odrodzenie niczym to z „Star Wars: Battlefront 2”. To niestety nie nastąpiło, znowu jest średnio. Po świetnym rozdziale piątym, dostajemy rozdział szósty w którym dostaliśmy jedna mapę, cztery sztuki broni i nie dostaniemy już nic więcej. Ale tutaj można trochę twórców usprawiedliwić, bo ze względu na pandemię pracują zdalnie, duża aktualizacja ma wyjść w maju.
W tym momencie Battlefield V posiada już liczbę map i broni która może nie przyprawia o mimowolne prychnięcie, ale też nie wypada jakoś szczególnego lepiej na tle Battlefielda 1 a już szczególnie na tle Battlefielda 4. Niestety znacznie większym problemem jednak jest to czego nie dostaliśmy. Jeżeli gracie w BFV i obejrzycie sobie zwiastun czwartego rozdziału Teatru Wojen, to z dużym prawdopodobieństwem zapytacie: „Co to kurwa jest? Gdzie to wszystko się podziało?”. Otóż zwiastun sezonu czwartego pokazał wiele nowych rzeczy z których jakieś 70% nie trafiło do gry. Anulowanie trybu 5vs5 nad którym studio pracowało niemalże rok (!), totalne zaniechanie wsparcia dla bardzo mocno promowanego „Firestorm” (czyli Battlefieldowe Battle Royale) i bardzo liczne przesunięcia. Niemal wszystko co zostało zaplanowane na premierę sezonu czwartego zostało przesunięte na późniejsze terminy. Wisienkami na torcie są legendarna customizacja pojazdów zapowiadana na premierę a którą dostaliśmy jakiś miesiąc temu i Al-Sundan (lub „All-soon-done” jak ochrzcili ją gracze), mapa która przez niemal pół roku była niedostępna na najpopularniejszym Battlefieldowym trybie, czyli podboju. W ogóle pewnym problemem zaczęło być nadmierne skupianie się twórców na mniejszych trybach gry, co również wywoływało niezadowolenie fanów, bo przecież nie tym Battlefield stoi. Rewelacyjny tryb „wielkich operacji” z Battlefielda 1 niemal przepadł, co mnie osobiście smuci niemożebnie.

Problem Piąty: chciwość

Jak już wspomniałem, Dice szumnie zapowiadało, że każdy element kosmetyczny będziemy mogli zakupić poprzez walutę zarabianą w grze. CHUJA
Zdecydowana większość skinów, malowań broni czy pojazdów dostępna jest tylko za „boinsy”, które zakupić musimy za realne pieniądze.
Za (spore) pieniądze możemy kupić też „żołnierzy elitarnych”. Chryste, elity to symbol upadku serii. Fakt, że elity są dostępne niezależne od lokalizacji i frakcji jest straszny, ale do przeżycia, choć mnie osobiście cholernie wkurwia widok biegającego oficera japońskiej armii z dwiema katanami pośród Niemców w Rotterdamie albo francuskiej bojowniczki ruchu oporu pośród Amerykanów na Pacyfiku. To po prostu zabija jakiekolwiek uczucie autentyzmu. A wygląd tych elit… Łysy gość w pelerynie i srebrną maska na pysku, długowłosa japonka z kataną, niemka wyglądająca niczym twór z jakiegoś drugowojennego horroru czy… Tom Cruise. Nie żartuję, studio jako najnowszą elitę doda drugowojenną kopię Mavericka z Top Guna. Co to kurwa jest, Fortnite? Mam wrażenie, że właśnie do tego obecnie dążą twórcy. Odcięli hamulce i robią absolutnie wszystko żeby tylko przytulić trochę więcej kasy. Ostatnio zmieniono też sposób w jaki zdobywamy nowe przedmioty i broń w trakcie rozdziałów Teatrów Wojen. Mamy więc poziomy Teatrów Wojen i cotygodniowe zadania. Poprzednio za zdobywanie poziomów TW otrzymywaliśmy jakieś rzadkie skórki dla żołnierzy czy malowania broni, z kolei w cotygodniowych zadaniach najczęściej zdobywaliśmy nową broń. Oczywiście mogliśmy kupić poziomy TW za realne pieniądze, żeby szybciej zgarnąć wszystkie nagrody. Dice uznało, że to zbyt „pro-konsumenckie” zachowanie i zamienili to miejscami. Teraz za cotygodniowe zadania dostajemy jakieś pierdoły pokroju kiepskich skórek, broni białej czy pominięcia poziomu w TW. Z kolei poziomy teatrów wojen zawierają broń czy te ładniejsze, bardziej dopracowane skiny. A jak myślicie, po co? Ano po to by zachęcić graczy do wydawania kasy na poziomy TW żeby szybciej odblokować nową broń. Warto wspomnieć, że poziomy wbija się stosunkowo powoli.

Naprawdę nie wierzę, że to piszę, ale… Call Of Duty, gra słynącego z niewiarygodniej chciwości Activision jest bardziej „pro-konsumencka” i fair wobec graczy niż Battlefield. Ostatnio Dice zaszokowało wszystkich włączając „2 x XP” w Battlefieldach 3, 4, Hardline i 1. Dlaczego nie w piątce? Otóż studio twierdzi, że zwiększone zdobywanie punktów doświadczenia w BFV nie jest dostępne, bo… Technologia na to nie pozwala.
A wiecie co jest najlepsze? Że jeżeli kupimy pewny „boost pack” (za 120 złotych o ile dobrze pamiętam) to między innymi dostajemy właśnie czasową możliwość włączenia podwójnego zdobywania puntów doświadczenia. Domyślacie się czemu „technologia na to nie pozwala”? Ano temu, że 2 x XP oznaczałoby szybsze wbijanie poziomów teatrów wojen, co z kolei oznaczałoby mniejsze pieniądze wydawane na kupowane poziomów. Dice kłamie na każdym kroku i to najczęściej w sposób nieudolny. Gracze obnażają te kłamstwa a studio nawet nie próbuje się tłumaczyć. Battlefield zawsze słynął z bardzo „pro-fanowskiego” zachowania, ale te czasy chyba już minęły. Fani serii przestali ufać twórcom a twórcy nawet nie próbują już udawać, że produkcja i rozwój BFV przebiega prawidłowo. Jak to powiedział pewien polityk, filantrop, więzień polityczny i pogromca pedofili: „to jest kurwa dramat”.

Podsumowanie

Dla mnie Battlefield V jest niemal martwy. Może (podobno) nadchodzący front wschodni i radziecka frakcja coś na tym polu zmienią, ale odnoszę wrażenie, że problemy gry leżą zbyt głęboko żeby można było naprawić (często małymi) aktualizacjami wydawanymi raz na dwa – trzy miesiące. Być może jestem zbyt negatywny, ale piątka to po prostu #notmybattlefield (popularny hasztag pod fatalnym, pierwszym zwiastunem gry). Kurcze, niemal od początku wszystko szło źle. Fani oczekiwali realistycznej, mrocznej wizji drugiej wojny, tak jak miało to miejsce z pierwszą wojną światową w Battlefieldzie 1. W piątce twórcy uparli się na swoją (dziwną i niespójną) wizję WWII. Warto pamiętać, że gry robi się głównie dla graczy, dobrze czasami ich posłuchać.

Mnie BFV kompletnie odrzucił, wracam do niego tylko czasami, obecnie pochłonięty jestem Modern Warfare i Battlefieldem 4. Jak napisałem na wstępie, to nie jest tak, że BFV to jakiś okropny crap, wręcz przeciwnie. To cakiem niezły shooter. To nadal (w jakimś stopniu) Battlefield, obok tych wad ma sporo zalet a aktualizacja wprowadzająca Pacyfik sprawiła, że gra stała się znacznie lepsza. Jak będzie wyglądać przyszłość BFV? Nie mam pojęcia, niestety czuję, że nie będzie tak różowo jak jest w przypadku Battlefronta 2 (który wsparcie ma mieć zapewnione jeszcze przynajmniej przez rok – dwa). Jeżeli plotki okażą się prawdziwe, to mam nadzieję, że „Bad Company 3” lub „Battlefield 6 prawdopodobnie umiejscowiony we współczesności” (takie plotki też krążą) okaże się powrotem starego, dobrego Battlefielda. Problemem może być fakt, iż Dice L.A ma w bliskiej przyszłości stać się zupełnie niezależnym studiem tworzącym własne gry. Dotychczas pomagali przy Battlefieldach i co najciekawsze, to oni odwalali niemal najcięższą robotą ratując i łatając Battlefieldy najczęściej debiutujące w tragicznym stanie technicznym. Jeżeli jednak kolejny Battlefield ponownie zawiedzie, to przyszłość serii może okazać się mocno niepewna, szczególnie, że nowe Modern Warfare zajebało w rynek jak dzik w paśnik. Warzone ma już ponad 50 milionów graczy, plotki mówią o nadchodzącym, odświeżonym i podobnie realistycznym „Black Ops”. Karty się odwracają, Battlefield znów musi ustąpić miejsca Call Of Duty.
Ground War w obecnym Modern Warfare okazał się średni, ale kto wie? Może w kolejnym Modern Warfare będzie realną konkurencją dla BFowego podboju?

#20gierwykopka #gry #battlefield #konsole #technologia #komputery