RESIDENT EVIL 3…

RESIDENT EVIL 3 (2020)

Jeżeli komuś nie chce się czytać całości, to już na wstępie mówię jak jest.
Remake Resident Evil 3 to naprawdę dobry tytuł, lepszy niż sugerują to oceny, ALE gorszy niż ubiegłoroczny remake części drugiej. Dlaczego tak jest? Czy warto wydać te 240 (w xbox store) złociszy? Jeżeli chcecie się dowiedzieć to zapraszam do czytania.

Źle

Chyba największym problemem jest ten sam, który miał oryginalny RE3 z roku 1999, czyli gra nie miała być tym czym jest. Stary „RE3: Nemesis” miał odsłoną poboczną, spin-offem serii nastawionym na akcję. Z kolei nowy RE3 (bez Nemesis w tytule) prawdopodobnie miał być DLC, dodatkiem do ubiegłorocznej części drugiej, i to niestety czuć zarówno w wypadku oryginału jak i nowej odsłony. Najpewniej w dosyć zaawansowanym punkcie prac Capcom nakazał przekształcić dodatek w osobną grę żeby zarobić więcej.

Dużą (według mnie) wadą jest czas gry. Ukończyłem ją w 6 godzin 45 minut na poziomie średnim i to przy dosyć dokładnym eksplorowaniu świata oraz zbieraniu absolutnie wszystkiego co mogłem zebrać. W przypadku tej gry jest to po prostu zbyt mało, szczególnie mając na uwagę czas potrzebny do ukończenia RE2. Podczas ostatniego etapu gry myślałem: „To już? To koniec gry?” Czułem się jakby to była dopiero połowa, po ukończeniu czułem ogromny niedosyt, chciałem więcej. Gdyby to był dodatek, to plus minus 7 godzin byłoby znakomitym wynikiem, niestety Capcom postanowił inaczej i w przypadku pełnoprawnej gry jest to wynik raczej mocno średni. Dodatkowo negatywne odczucia potęguje brak drugiego scenariusza czy trybu „second run” (jak w swoim lepszym, starszym bracie RE2) oraz spłycenie gry poprzez zabranie nam wyborów fabularnych czy kilku zakończeń dostępnych w oryginalnym RE3. Gra stała się zupełnie liniowa i oferuje tylko jedno, niezależne od naszych dokonań zakończenie.

Kolejnym problemem jest sam Nemesis. O ile jego wygląd to kwestia gustu (mi podoba się bardziej niż oryginał), tak nie da się przemilczeć faktu jak bardzo wykastrowany został względem starego RE3. Mutant pojawia się w konkretnych, z góry oskryptowanych miejscach. Nie muszę chyba tłumaczyć, że skutecznie zabija to stałe poczucie zagrożenia znane z wielokrotnie wspominanej tu dwójki. Niektórzy narzekali na wiecznie depczącego nam po piętach tyranta, inni chwalili pomysł, bo ciężkie, metalowe kroki potrafiły skutecznie podnieść ciśnienie. Niestety trójka nie zadowoli ani jednych ani drugich, bo mamy do czynienia z czymś pomiędzy.
Gdy Nemesis się pojawia, jest cholerne niebezpieczny, ale jak już podkreśliłem, pojawia się tylko w konkretnych momentach. Więc narzekający na konieczność zmagania się z nieśmiertelnym przeciwnikiem znów będą narzekać, a Ci chwalący poczucie zaszczucia i konieczność uważania na nieśmiertelnego wroga… Też będą narzekać, bo to uczucie niemal kompletnie zniknęło.
Niektórzy pewnie będą chcieli mi wypomnieć, że w oryginale można było Nemesisa zabić (choć było to cholernie trudne) a przy okazji wypadały z niego potężne bronie czy przedmioty. W nowym RE3 tak zrobić nie możemy. Owszem, możemy go powalić, ale tak samo jak w przypadku Mr. X z poprzedniej części, po prostu klęknie żeby odsapnąć i po chwili znów zacznie nas gonić. W pewnym stopniu odbieram to jako ograniczenie swobody gracza i niepotrzebne zwiększanie (wystarczająco już dużej) liniowości.
W RE3 z 1999 gracz za swój upór w walce z bestią zostawał solidnie nagrodzony, tutaj tego nie ma. Szkoda.
Na siłę możnaby przyczepić się jeszcze do powrotu na posterunek który wygląda niemal identycznie jak w dwójce, ale to tylko jeden etap, reszta lokacji to nowe miejsca. Gra wydaje mi się też łatwiejsza, wiele przedmiotów których w poprzedniej części trzeba było się naszukać czy nakombinować jak je dostać, tu dostajemy niemal na tacy. A zagadki… Tak naprawdę jest tylko jedna i to banalna.

Dobrze

Grafika wygląda wspaniale, to jedna z najlepiej wyglądających gier tej generacji. Bohaterka, Jill Valentine wygląda niesamowicie, ma bardzo ładnie odwzorowaną mimikę, po prostu wygląda wiarygodne i realistycznie. W trakcie gry nabywa nowe rany, otarcia czy po prostu brudzi się. Osobiście miałem trochę „Lara Croft case”, bo miejscami biedne dziewcze jest naprawdę mocno obijane czy miotane po ścianach i podłogach. Oczywiście nawet nie zbliża się do tego co twórcy serwowali pannie Croft w reboocie, ale tu też zdarzało mi się skrzywić przy okazji kolejnych bolesnych jęków bohaterki. Apropo jęków, bardzo podoba mi się głos Jill. Jest taki… Naturalny, swobodny. Dubbing oceniam nieco wyżej niż ten z dwójki.

Miasto wygląda kapitalnie, jest dosyć mocno korytarzowe, ale (początkowo) biegający, próbujący się ratować ludzie, płonące auta, zniszczone budynki czy wreszcie zarażeni szwendający się po ulicach robią rewelacyjne wrażenie. Muszę przyznać, że miejscami po prostu oglądałem co się dookoła dzieje zamiast pchać fabułę do przodu. Co najważniejsze, gra działa bardzo stabilnie. Żadnych zwiech, żadnych spadków fpsów, wszystko działało perfekcyjnie, ukończyłem grę bez ani jednego negatywnego technicznego incydentu.

Mechanicznie gra to niemal kalka dwójki. Leczenie ziółkami, ograniczone miejsca w ekwipunku i tak dalej. Właściwie największą nowością jest unik który Jill może wykonać zanim zarażony się na nas rzuci. Aa, no i nóż teraz się nie niszczy, mamy go w ekwipunku cały czas. I to chyba tyle.
Trzeba wspomnieć, że RE3 jest od swojego poprzednika sporo szybszy (tak jak oryginał). Amunicji mamy sporo więcej, strzelamy częściej a (martwy?) trup kładzie się gęściej. Nie widzę w tym nic złego, wszak taka właśnie była klasyczna trzecia odsłona. Mimo to uważam, że proporcje „horror – akcja” rozłożone są całkiem dobrze. Zdarzają się straszniejsze momenty jak przykładowo kapitalny początek ale i momenty „totalnie strzelane”, jak horda zombie w szpitalu. Mi grało się bardzo przyjemnie, tylko czemu kurwa tak krótko?!

Aaa, no i jeżeli postanowimy Resident Evil 3 zakupić, to dodatkowo dostajemy sieciową odsłonę „Resident Evil: Resistance” prawdopodobnie żeby nie czuć się totalnie wyruchanym na kasę. Nie ogrywałem tego więc nie będę się wypowiadać.

Teraz najważniejsze, czy warto wydać te 240 złotych? To już zależy od waszych indywidualnych preferencji, bo jeśli przeliczacie zawartość na cenę, to totalnie nie warto, lepiej poczekać aż stanieje choćby do 150. Jeżeli po prostu oczekujecie dobrej zabawy, myślę, że warto, pod warunkiem, że nie przeszkadza wam długość (czy raczej krótkość) gry. Jeżeli podobała wam się dwójka, raczej nie macie się nad czym zastanawiać, mogę w ciemno obstawić, że trójka też was zachwyci.
Część wad można usprawiedliwiać chęcią zachowania cech oryginału, ale to trochę naciągana teoria, bo oryginalny RE3 stanowi tylko tło, wiele rzeczy (wątek fabularny też) zostało rozwiązanych zupełnie inaczej, tak jak w przypadku części drugiej. I mi się takie odświeżanie podoba, ale po prostu nie da się ukryć, że gra padła ofiarą cięć i oszczędności a może nawet i nagłej zmiany koncepcji. Co nie zmienia faktu, że jest to produkt bardzo solidny, po prostu nie tak dobry jak ubiegłoroczna dwójka.

#20gierwykopka #gry #komputery #konsole #technologia